wtorek, 17 marca 2015

♦ Rozdział 2 ♦

-Wstawaj już co?
-Która godzina?
-Ósma.
-Czemu mnie tak wcześnie budzisz?
-Przypominam ci, że ja wciąż mam studia.
Jęknąłem i zakryłem głowę poduszką. Nie chcę jeszcze wstawać. To pierwsza noc od odejścia Jesy, kiedy spałem spokojnie.
-No proszę - powiedziała słodko - zrewanżuję się.
Cholera.
-W jaki sposób? - odkryłem twarz i spojrzałem na nią z ukosa.
-Oj ty już dobrze wiesz jaki - zamruczała mi do ucha - a teraz wstawaj!
-Ugh - zrzuciłem kołdrę ze swojego prawie nagiego ciała. Jesy przygryzła wargę i poprawiła włosy. Wstałem i podszedłem do szafy w celu wyciągnięcia ciuchów.
-Będziesz tak stać i się patrzeć? - zakpiłem.
-Tak - odpowiedziała prosto i oparła się o ścianę, nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Czuję się jak w reality show - nałożyłem ubrania i podszedłem do dziewczyny.
-Nie mój problem - zaśmiała się - chodź.
Pociągnęła mnie za rękaw bluzy, którą miałem na sobie i wyszliśmy z mieszkania.
-Jak będę w szkole, ty lepiej idź do fryzjera.
-Daj sobie siana! - warknąłem i skręciłem do drive fru* żeby kupić sobie śniadanie.
-Czemu tu skręciłeś?
-Jestem głodny, bo nie pozwoliłaś zjeść mi śniadania.
-Dlaczego do Mc?!
-Bo on jest najlepszy?
-Nie? KFC.
-Phi, Mc.
-KFC.
-Mc.
-KFC.
-Ja kieruję, ja wybieram.
-Witamy w restauracji McDonalds, co podać?
-Jak ten chłam może nazywać się restauracją? - burknęła pod nosem Jesy, na co ja przewróciłem oczami.
-Po proszę Big Mc, frytki i duże cappuccino.
-Coś jeszcze?
-Chcesz coś?
-Phi, Mc Flurry.
-I jeszcze Mc Flurry.
-Dziękujemy. Proszę podjechać do następnego okienka.
Podjechałem, zapłaciłem i odebrałem jedzenie. Zaparkowałem na jednym z wolnych miejsc i zgasiłem silnik. Podałem Jesy jej lody, a sam zająłem się moim burgerem. Położyłem frytki na desce rozdzielczej, kawę do uchwytu na kubki i ruszyłem z jedzeniem w ręku.
-Będziesz na mnie zła, bo kupiłem ci lody?
-Nie, ale mam gadać z tobą mając pełną buzię?
-Nah, zjedz sobie w spokoju - zaśmiałem się.
Po jakimś czasie zaparkowałem pod szkołą dziewczyny. Jak zwykle pożegnała się pocałunkiem i podrażniła się z moim podnieceniem przez co wróciłem z namiotem w spodniach.
Dokończyłem moje śniadanie i dopiłem kawę.
Zastanawiam się czy nie pójść do tego fryzjera... Naprawdę się zapuściłem przez ten czas i wyglądam śmiesznie...
Spiąłem je w kucyka żeby mi nie przeszkadzały i ruszyłem do znanego i dobrego, według mnie fryzjera Rona.
-A kogo to moje piękne oczy widzą! Zayn, zapuściłeś się - stwierdził.
-Dzięki za słowa otuchy Ron.
-Oh już dobra kochaniutki! Siadaj tutaj, zaraz wrócę - tak, on był gejem, na dodatek w średnim wieku, ale obcinał zajebiście.
-To co sobie życzysz? - stanął za mną i zarzucił czarne płótno na mnie.
-Nie mam pojęcia, zaszalej.
-Naprawdę? - pisnął.
-Co mi tam.
-Supcio! - klasnął w ręce i chwycił swoje narzędzia.
***
Po jakiejś godzinie i tonie włosów mogłem zobaczyć moją nową fryzurę w pełni okazałości. Wyglądałem gorąco.
Skromy Zayn mode on.
Zacząłem kęcić głową w różne strony żeby zobaczyć jak wyglądam. Wyciął mi boki głowy i troche podciął to co zostało.
-Miałem dużo koncepcji, dlatego tak długo mi to zajęło. W końcu stwierdziłem, że nie musisz mieć jakiś zmyślnych fryzur żeby wyglądać spoko, więc postawiłem na klasykę.
-Świetnie to zrobiłeś! Jak zawsze - skomplementowałem.
-Bo się zarumienię - zachichotał.
Okej...
-Ile się należy?
-Dzisiaj masz zniżkę i tylko trzy dychy.
-Dzięki - wyciągnąłem portel i wręczyłem należność.
-Do zobaczenia, Zayn.
-Narazie - dobry fryzjer, dużo hajsu, ale wyglądam świetnie i z chęcią wręczyłem mu tą kasę.
Ciekawe co powie Jesy...

Brak komentarzy: