czwartek, 25 grudnia 2014

ღ Rozdział 12 ღ

Obudziły mnie skrzypiące drzwi. Zaraz potem poczułem jak łóżko lekko się zapada, a potem delikatne ręce, które spokojnie gładzą mój odkryty tors.
-Jesy - wymruczałem.
-Shh.. - odparła i przyłożyła palec do moich ust w celu uciszenia mnie.
-Mmm...
-Śpij - wtuliła się we mnie, a ja objąłem ją i przyciągnąłem do siebie. Poczułem coś mokrego na moim torsie, a potem cichy szloch.
-Jesy?
-Śpij Zayn - otwarłem oczy i podniosłem jej twarz żeby na mnie spojrzała. Jej oczy były spuchnięte i czerwone od płaczu.
-Czemu płaczesz?
-Nie ważne... - chlipnęła - po prostu mnie przytul.
Otarłem jej łzy z policzka. Wstałem do pozycji siedzącej. Jesy siadła okrakiem i wtuliła się ochoczo w mój tors. Odwzajemniłem uścisk i zacząłem gładzić powoli jej plecy. Nie miałem znowu pojęcia o co chodzi. Martwiłem się, ale nie wiedziałem jak jej pomóc.
***
-Zee wstawaj! - ponaglała mnie Jesy chyba dziesiąty raz - zaraz się spóźnię!
-Nie moja wina, że budzik nie zadzwonił!
-Przestań gadać i zacznij się zbierać!
-Kurwa! - zawyłem z bólu.
-Co znowu?!
-Uderzyłem się o tą jebaną szafkę! Znowu!
-Bądź facet Zayn! Wstawaj i skończ się ubierać.
-Chciałbym, ale jakaś baba stoi nade mną i mi rozkazuje, przez co uniemożliwia mi bycie prawdziwym facetem!
-Oh, zamknij się już!
Wyszliśmy w końcu z mieszkania i wsiedliśmy do samochodu. Ruszyliśmy w stronę szkoły Jes. Wreszcie mogę odetchnąć.
-Szybciej Zayn.
-Zamknij się już - kłóciliśmy się jak stare dobre małżeństwo.
-Ugh - wyrzuciła Jesy i ubrała na nos moje okulary przeciwsłoneczne.
-Jakie masz dzisiaj plany - odezwała się spokojniej.
-Pojadę do sklepu budowlanego i kupię kilka rzeczy jak farba i jakiś inny dywan.
- Mówiłeś, że chcesz kłaść panele.
-Oderwałem wczoraj kawałek tej zasranej wykładziny i okazało się, że pod spodem są dębowe, w całkiem dobrym stanie panele.
-Oh. To super?
-Genialnie! Wiesz jak drogie są panele? Mam w planach zamieszkać tu na dłużej, a podstawą mojego pokoju jest schludny wygląd. Mimo to szkoda mi kasy.
-Odezwał się pieprzony bogacz.
-Jesy kurwa, nie nazywaj mnie tak - odparłem zirytowany.
-A jak mam cię nazywać? Jesteś bogaty.
-Kwestia czasu nim ojciec mnie wydziedziczy.
-Przestań Zee nie zrobi tego.
-Nie znasz mojego ojca.
-Racja, ale wiem co to instynkt macierzyński i dobrze wiem, że każdy ojciec, nawet taki palant jak twój go ma.
-Dzięki za te słowa.
-Eh, nie ma za co - zaparkowałem pod szkołą.
-Na razie.
-Pa Zayn - pocałowała mnie na pożegnanie i wyszła z samochodu, podążając w stronę wejścia.
Mimo to dalej mnie wkurza, że kiedy rano się budzimy zachowuje się jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Muszę z niej to w końcu wyciągnąć.
Zaparkowałem pod sklepem i wyszedłem z samochodu. Był dosyć duży, jednak wciąż miałem nadzieje, że załatwię to szybko. Wszedłem do środka i skierowałem się do działu oznaczonego wielką literką F. Był to dział z farbami. Wziąłem pierwszą, lepszą koloru białego i skierowałem się do kolejnej alejki. Tym razem z literą G, gdzie były tapety. Szukałem czegoś nowego, a zarazem stylowego. Spodobała mi się ta, który wyglądała jak stara, czarno-biała gazeta. Obkleję nią ścianę, gdzie stoi komoda. Wziąłem jeszcze klej do tapet i został mi do kupienia tylko dywan. Zdecydowałem się na ciemnoszary, który będzie się komponował z resztą mebli i zasłonami, które zaraz dobiorę do kompletu.
Stałem przy kasie kiedy zadzwonił mój telefon.
-Słucham.
-Zayn, synu.
-Ojcze.
-Muszę z tobą porozmawiać. Masz przy... - usłyszałem stłumiony głos mamy, że ma być miły - Dasz radę przyjechać tu za pół godziny.
-Postaram się.
-Liczę na twoją punktualność. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia, jojczę - czuję się jakbym rozmawiał z szefem, albo kimś sławnym jak prezydent. Jezu...
-Razem będzie 145£. Kartą czy gotówką?
Podałem jej plastikową karę i zapłaciłem za zakupy. Kiedy wyszedłem, spakowałem rzeczy do bagażnika i ruszyłem w stronę domu rodziców.
Zaparkowałem samochód i wyjechałem windą na samą górę, gdzie znajdował się apartament rodziców. Zapukałem lekko w drzwi. Otwarł mi Ben - kamerdyner. 

-Rodzina oczekuje pana w kuchni, panie Malik.

-Dziękuje Ben - kiwnąłem głową i wszedłem do kuchni. 

Czekał mnie tam dosyć niecodzienny widok. Moja siostra siedziała zapłakana na jednym z krzeseł barowych. Tuż koło niej siedziała moja mama, próbując dodać jej otuchy, a mój ojciec stał na środku, spoglądając na Amandę z wyrzutem i współczuciem jednocześnie.

-Witaj synu. Musimy z tobą porozmawiać.

-Usiądź proszę - dodała moja matka.

Niepewnie zająłem miejsce przy stole i spojrzałem na mojego ojca.

-O co chodzi? - zapytałem w końcu.

-Słuchaj - zaczęła moja matka, wiedząc, że ojciec nie potrafi się z tym uporać - chcemy ci podziękować.

-Za co?

-Amanda wszystko nam powiedziała. Jesteśmy ci wdzięczni, że mimo obecnego konfliktu wsparłeś ją.
-Jestem jej bratem to mój obowiązek - odparłem dumnie.
-Chcemy cię przeprosić - odezwał się w końcu mój ojciec.
-Prosimy też żebyś wrócił do naszego apartamentu.
-Jest mi bardzo miło - wstałem - ale nie mogę na to przystać. Jestem już pełnoletni i chce zacząć pracować na siebie.
-To wina tej dziewczyny, mam rację?!
-Nie ojcze. To moja decyzja. Nie chce być pijawką twojego życia.
-Widzisz! Mówiłam, że tak będzie! - krzyknęła moja mama.
-Nie chce powodować kłótni, więc może lepiej już pójdę. - odparłem profesjonalnie - Do zobaczenia.
Wyszedłem z mieszkania oddychając z ulgą.
Mam to już za sobą.



Oto obiecany link do mojego konta na wattpad'zie, gdzie zazwyczaj wcześniej pojawiają się rozdziały. Również po zakończeniu tego ff tam będę pisała następne inne opowiadania.


1 komentarz:

Ola ZieLoNkA pisze...

Świetny rozdział xx