piątek, 21 listopada 2014

ღ Rozdział 9 ღ

-Zayn wstawaj!

-Hm?

-Ktoś mnie musi zawieść do szkoły!

Przetarłem sklejone oczy. Wstałem do pozycji siedzącej i przeciągnąłem się.

-Dzień dobry śpiąca królewno - podeszła do mnie Jesy i pocałowała mnie.

-Hej - uśmiechałem się ospale.

-Ubierz się, a ja pójdę zrobić śniadanie.

-Okej.

Wziąłem moje ciuchy i ułożyłem je przy moim kroczu żeby nie świecić fiutem z rana. Wyszedłem z jej pokoju i zacząłem zmierzać do mojego. Musze z nim coś zrobić, żeby wyglądał bardziej po mojemu. Był stosunkowo duży, więc zaszaleję. Otworzyłem drzwi i wszedłem do pomieszczenia. Ściany były kremowe, a na podłodze była szara wykładzina. W rogu stała wielka, biała szafa, a nie opodal biurko tego samego koloru, na nim zaś metalowa lampka. Na środku było dwuosobowe, łózko z białego drewna. Obecnie pościel była biała, ale jak przyjechałem była koloru pudrowego różu. Najbardziej rozwalały mnie te kiczowate zasłony z motylkami i kwiatkami.

Moje ciuchy powoli się kończyły, więc muszę dziś jechać do domu. Na samą myśl mnie mdli.
Podszedłem do szafy i wyciągnąłem ubrania. Czarne spodnie rozdarte w kolanach, luźna, biała bokserka bez nadruku. Dziś było wyjątkowo ciepło.

Wyszedłem z pokoju w pełni ubrany i usiadłem przy wysepce.

-Hej Jes, mam pytanie.

-No?

-Mogę zrobić remont w pokoju?

-Co masz na myśli?

-Chciałem położyć panele i przefarbować ściany. Kremowy i szary to nie moje kolory.

-Haha! Niech ci będzie. Sądzę, że to nie będzie problem, ale koszty ponosisz ty.

-Ma się rozumieć!

-W takim razie rób co chcesz.

-Co na śniadanie?

-Tosty.

-Wow, zaszalałaś!

-Zamknij się palancie! Czy ja wyglądam na kucharkę? - wróciła moja pierwotna Jesy.

-Okej, okej - uniosłem ręce w geście obronnym, ale i tak mi przywaliła.

Zjedliśmy szybko i zawiozłem ją pod szkole.

-Miłego dnia - powiedziałem kiedy żegnaliśmy się pod szkołą.

-Dzięki - chwyciła mnie za koszulę i przyciągnęła do siebie łącząc nasze usta w ostrym i zachłannym pocałunku. Przygryzła moją wargę i pociągnęła ją kończąc jednocześnie pocałunek. - wzajemnie chłopczyku.

-Jestem mężczyzną!

-Dobra, dobra - odpowiedziała sarkastycznie - schowaj namiot cwaniaku.

Wysiadła zostawiając mnie z, jak to rzekła - "moim namiotem". Nie miałem wyjścia i musiałem odjechać, przecież nieprzerucham jej w szkole, nie?

Podjechałem jeszcze pod kawiarnie żeby zobaczyć się z Sam. Tęskniłem trochę za nią.

Zaparkowałem samochód na parkingu i wyskoczyłem z niego kierując się do wejścia. Od razu przywitał mnie ciepły uśmiech Sam stojącej za ladą.

-Zayn! Lata minęły! Tęskniłam! - wybiegła rozradowana zza swojego stanowiska i przytuliła mnie. Od razu odwzajemniłem uścisk.

-Hej mała. Opowiadaj co u ciebie. - uśmiechnąłem się i zająłem miejsce siedzące przy ladzie, a Sam wróciła na swoje.

-Cóż.. Poznałam takiego jednego chłopaka. Nazywa się Rayan i mieszka blisko mnie. Poznaliśmy się w sumie tutaj, a dopiero potem się dowiedziałam, że mój nowy sąsiad to on!

-Lubisz go, hmm?

-Jezu tak! Jest taki zabawny i uroczy...

-Ktoś tu się zakochał - zaśmiałem się lekko.

-A co z tobą i tą dziewczyną?

-Szczerze to nie wiem na jakim etapie jesteśmy. To trochę porąbane, ale jest stabilnie.
-Chyba... się cieszę.

Gadaliśmy tak jeszcze przez chwile, aż musiałem się zbierać.

-Dobra! Muszę lecieć mała. - uściskałem ją na pożegnanie.

-Pa Zee! Wpadnij jutro!

-Masz to jak w banku! - mrugnąłem do niej i wyszedłem z kawiarni.

Moim następnym celem był moje mieszkanie rodzinne. Wsiadłem do samochodu i odpaliłem silnik.
Chwile potem, byłem już na parkingu hotelu, w którym kiedyś mieszkałem. Zaparkowałem auto niedaleko wyjścia i wszedłem do windy. Podróż trwała krótko mimo, że mieszkamy na samej górze. Otwarłem drzwi kluczem i poszedłem do mojego pokoju. Wyciągnąłem dwie torby sportowe i spakowałem do niej ciuchy, które kupiłem sam. Nie chodziłem w nich prawie w ogóle, bo za każdym razem kiedy miałem choć jedną z tych rzeczy na sobie, mój ojciec wyzywał mnie od gówniarzy i hipsterów.

Oprócz ciuchów spakowałem jeszcze laptop, słuchawki, ładowarki i tego typu sprawy. Wyszedłem z domu i ponownie wsiadłem do windy. Wsadziłam torby do bagażnika i zająłem miejsce kierowcy. Odpaliłem silnik i już miałem odjeżdżać kiedy usłyszałem krzyk.

-Zostaw mnie palancie!

Podbiegłem do filara i schowałem się za niego. Wychyliłem się lekko i ujrzałem jakiegoś postawnego mężczyznę siłującego się z jakąś dziewczyną.

-Puszczaj!

-Nie uciekniesz tak szybko maleńka - prychnął.

Wychyliłem się ponownie i przyjrzałem się dziewczynie.

-Amanda?! - wyszedłem zza filara i zacząłem zmierzać w ich stronę.

-Zayn, nie wtrącaj się, proszę.

-Właśnie dzieciaku! Wracaj bawić się klockami na dywanik tatusia! -Ren?

-Co wy odpierdalacie?! 

-Zayn! Słownictwo...

-Amanda. Nie teraz.

-Słyszałeś siostrę? Nie wtrącaj się!

-A ty ją słyszałeś?! Puść ją kurwa! -wyszarpałem ją z jego silnego uścisku i sprzedałem mu kopa prosto w brzuch, przez co się przewrócił.

-Zee! Co ty robisz?! - próbowała podejść do swojego narzeczonego, ale zatrzymałem ją.

-A co ty robisz, hmm?! Twój związek nie jest tak idealny jak opowiadałaś ojcowi! W jakie gówno się wpakowałaś?

Ktoś popukał mnie w ramię. Obróciłem się j poczułem silne uderzenie w szczękę, potem głośny pisk siostry zagłuszył wszystko.

-Ren! Zostaw go!

-Idziesz ze mną, kurwa! Koniec gierek! Trzeba było bardziej przemyśleć decyzje księżniczko! - powiedział z pogardą i ponownie uchwycił jej ramię. Wstałem szybko, w miarę możliwości i zacząłem szarpać się z wybrankiem mojej siostrzyczki. 

Zarobiłem kilka siniaków na brzuchu, rozcięta warga, łuk brwiowy i podbite oko, ale nic poważniejszego się nie stało. Przynajmniej tak twierdził lekarz, do którego przyjścia zmusiła mnie siostra.

Ren uciekł kiedy Amanda zagroziła, że zadzwoni na policję. Krwawiąc z buzi wybiegł z parkingu zostawiając nas samych.

-Nie musicie się martwić.

-Dziękujemy doktorze.

-Nie ma sprawy. Wypiszę ci lek przeciwbólowy na głowę. Gdyby zaczął boleć cię brzuch skieruj się do szpitala na badanie kontrolne.

-Dobrze.

-Proszę - podał mi receptę - a teraz musicie mi wybaczyć, ale śpieszę się do kolejnego pacjenta. 
Proszę wypisać się przy recepcji.

-Do widzenia.

-Oby nie - uśmiechnął się mile i wyszedł, zostawiając nas samych.

-No to mamy do pogadania siostro.

2 komentarze:

alex white pisze...

świetny rozdział! :D

Ola ZieLoNkA pisze...

Genialny !!! Czekam na next ;**