środa, 20 sierpnia 2014

ღ Rozdział 3 ღ

Zayn’s POV:



Otwarłem powoli oczy. Jasne światło przedzierające się zza firanki oświetlało większą cześć pomieszczenia. Wstałem z sofy i przeciągnąłem się.

-Dzień dobry śpiąca królewno – obróciłem się gwałtownie i ujrzałem Jesy. Siedziała na wysokim stołku i jadła śniadanie. W samych majtkach i koszulce. Nieźle się ten dzień zaczyna.

-Hej – rozejrzałem się po pokoju – gdzie są moje ubrania?
-Schowałam żeby nie przyszło ci do głowy tego ubierać.

-No, ale w czym ja mam… - pokazała na kupę ubrań leżących na fotelu obok. To te, które dała mi wczoraj.

-Nie ubiorę tego.

-Tam jest łazienka. Jak chcesz możesz wziąć prysznic.

-Czy ty mnie słuchasz?

-Nie.

Westchnąłem ciężko i poszedłem do łazienki. Zapaliłem światło, a ciuchy odłożyłem na pralkę. Ściągnąłem bokserki i wziąłem szybki prysznic. Muszę wrócić do domu, nie mogę długo tu mieszkać. Mimo, że mi się tu podoba, nie mogę jej tak wykorzystywać. Ubrałem się i poprawiłem włosy. Z tymi ciuchami i lekkim zarostem na twarzy wyglądałem… groźnie? W każdym bądź razie mniej sztywny. Kiedy wyszedłem powiesiłem skórzaną kurtkę na wieszaku. Nie będę w niej przecież chodził po domu. Ponownie skierowałem się do salonu.

-Masz śniadanie – kiwnęła głową w stronę talerza.

-Dzięki – Kiedy tak jadłem non stop się na mnie patrzyła. Trochę mnie to przerażało, ale jednocześnie podniecało.

-Co? – zapytałem w końcu.

-Nic, po prostu wyglądasz seksownie.

-I dlatego na mnie patrzysz?

-Nie mogę?

-Umm.. Możesz.

-Oh, dziękuje łaskawco – odwróciła wzrok i spojrzała na talerz. – możesz zostać ile chcesz, ale kupujesz jedzenie.

-Dzięki, nie sądziłem, że mi pozwolisz.

-Niby czemu?

-Wczoraj wydawałaś mniej miła.

-Moja natura to bycie nie miłą, ale lituje się nad seksownymi chłopakami, którzy potrzebują pomocy, bo tata ich wyrzucił z domu.

-Wow. Czyli zaliczam się do tej grupki – zachichotała.

-A Emily nie będzie mieć nic przeciwko? – dodałem.

-Po pierwsze prawie jej w domu nie ma. Po drugie i tak ma w planach wyprowadzkę do chłopaka. Po trzecie wątpię. Zamiast się wkurzać będzie się ślinić. Oczywiście póki nie zaczniesz z nią gadać.

-A to co miało znaczyć?

-Cóż.. Miało znaczyć, że ona woli chłopaków żyjących na krawędzi.

-Myślisz, że nie umiem po prostu jej poderwać.

-To też. – zaśmiała się głośno.

-Umiem podrywać dziewczyny.

-Wątpię – wstała i schowała resztki do lodówki. Podszedłem do niej, a kiedy się odwróciła przybiłem ją do lodówki ciałem.

-Powtórz.

-Wątpię, że jesteś w stanie poderwać dziewczyny – powiedziała pewnie.

-Jesteś tego pewna? – mruknąłem, a moja ręka zjechała na jej biodra.

-Tak – odepchnęła mnie i siadła na sofie.

Czemu ona jest taka pewna siebie i niedostępna? Westchnąłem ciężko i usiadłem koło niej.

-Nie załamuj się Zayn. Kiedyś będzie lepiej.

-Nie załamuje się. Wiem, że umiem uwieść dziewczynę.

-Ja mówię o takiej prawdziwej, a nie bogatej suce, która nie wie co to seks, zachowuje się jak pierdolona nastolatka i chce przeżyć miłosną historyjkę gdzie ludzie na końcu biorą ślub i mają dzieci.

-Przesadzasz.

-A ta dziewczyna, którą miałeś uwieść – prychnęła – jaka niby jest?

-Wyidealizowaną księżniczką tatusia.

-Mówiłam. Umiesz uwieść kobiety – zrobiłam cudzysłów w powietrzu – z mózgiem nastolatki.

-Nic o mnie nie wiesz.

-O czyżby? To widać, że jesteś z tej grupy porządnych chłoptasiów. Zastanawiam się w ogóle czy ty kiedy kolwiek piłeś alkohol.

-Piłem.

-Jesteś od niego uzależniony?

-Nie, ale lubię czasami wypić piwo wieczorem.

-Paliłeś kiedyś?

-Co?

-Papierosy, o trawkę nie zapytam.

-Palę obecnie.

-Ooo, tata wie?

-Wie, ale nie popiera.

-Niegrzeczny chłopczyk – uśmiechnęła się cwaniacko.

-Miałeś kiedyś dziewczynę typu ja?

-Na studiach.

-Uuu, robi się ciekawie.

-Przestań.

-Co mam przestać?

-Przeprowadzać wywiad.

-Daj spokój. Chce wiedzieć kogo trzymam w domu. Skąd mam wiedzieć czy nie jesteś psycholem?

-Nawet gdybym był nie uważasz, że bym ci powiedział?

-Nie wiem. Nie mam w znajomych psychola.

-Tego nie wiesz.

-No racja.

Przejechałem ręką po włosach i wstałem ze sofy.

-Gdzie idziesz?

-Do kibla.

-Znowu?

-Nie mogę? – wykorzystałem jej tekst, na co prychnęła i poszła do swojego pokoju.

Wyszedłem z salonu i skierowałem się na łazienki. Skorzystałem z kibla i zanim wyszedłem z pomieszczenia, umyłem zęby jej szczoteczką. Nie skapnie się nawet, z resztą jej odkupie.

Kiedy znalazłem się za drzwiami zobaczyłem Jesy, która była gotowa do wyjścia. Miała na sobie czarny t-shirt, rurki z paskiem w ćwieki i glany. W rękach trzymała ciemną katanę bez rękawów z różnymi przypinkami na ramionach. Kiedy poprawiła włosy dopiero teraz zauważyłem, że ma kolorowe pasemka. Ładne są.

Miała pomalowane usta czerwoną szminką i dosyć grubą, czarną kreskę na powiekach. To na pewno nie był typ mojego taty. Jeśli byłaby moja skorzystałbym podwójnie. Nie dość, że będę w końcu miał dziewczynę, która zachowuje się kobieco to jeszcze wkurzę przy tym ojca.

-Ładnie wyglądasz.

-Dziękuje – założyła katanę.

-Gdzie idziesz?

-Do kawiarni, a potem do szkoły.

-Chodzisz do szkoły?

-Na studia.

-Kierunek?

-Architektura.

-Fajnie.

Podeszła do drzwi wyjściowych i wyciągnęła kluczyki z wiklinowego koszyka.

-Idziesz, czy zostajesz?

-Idę – ściągnąłem kurtkę z wieszaka i wyszedłem pierwszy. Jesy zamknęła drzwi na klucz i zeszliśmy razem na dół. Rozwiązał mi się but, więc musiałem się zatrzymać. Kiedy siłowałem się ze sznurówkami, ona weszła do samochodu. Włożyła kluczyki do stacyjki i przekręciła je. Samochód zawył i zgasł. Jesy ponownie spróbowała go odpalić, ale na marne. Z impetem uderzyła dłońmi w kierownicę. Wyjęła kluczę i wyszła z samochodu.

-Jebany grat – kopnęła oponę i zaczęła zmierzać w stronę kawiarni.

-Jesy! Podwieźć cię?

Burknęła wkurwiona. Podeszła do mojego kabrioletu i wskoczyła na miejsce pasażera. Podbiegłem do auta i również do niego wszedłem. Odpaliłem go i wyjechałem z parkingu.

-Mogę zobaczyć co z twoim samochodem jak wrócimy. – zaroponowałem.

-Po pierwsze, wrócisz sam do mieszkania, bo ja idę – jak już wspomniałam, do szkoły. Po drugie, poradzę sobie. Umiem naprawić mój samochód, nie potrzebuje do tego twojej pomocy.

-A kto cię przywiezie?

-Wrócę pieszo.

-Przyjadę po ciebie. Tylko zadzwoń.

-Yhy…

-A jak sobie otworzę?

-Palcem.

-Śmieszne, a tak na serio?

-Spróbuj fiutem, może zadziała.

-I czemu znów jesteś taka opryskliwa?

-Bo mogę.

Wyciągnęła kluczę z torebki i rzuciła je w moją stronę.

-Masz.

-Dzięki – nagle rozbrzmiał mój telefon. Wyciągnąłem go z kieszeni i wciskam zieloną słuchawkę. Przełączam na głośno mówiący, bo prowadzę samochód.

-Halo? – odzywam się pierwszy.

-Zayn, kochanie. – rozbrzmiewa głos mojej matki.

-Witaj, mamo.

-Proszę cię wróć do domu.

-Nie.

-Zayn, tata nie chciał.

-Ale to zrobił i nie przeprosi, znam go wystarczająco długo żeby to wiedzieć – prycham.

-Proszę cię, martwię się.

-Nie interesuję mnie to mamo. Zbyt długo go znosiłem.

-Ale kochanie….

-Mamo przestań. Jadę samochodem z kimś i mam włączony głośno mówiący.

-Oh.. – obracam się w stronę Jesy, a ona bezgłośnie powtarza słowo ‘kimś’.

-Kto to? – dodaje moja mama.

-Nie twoja sprawa.

-Jesy, miło mi. – odzywa się dziewczyna.

-Dzień dobry, jestem mamą Zayn’a.

-Wiem.

-Do widzenia matko. – rozłączam się szybko, zanim ta rozmowa zajdzie za daleko.

-No i czemu jesteś dla niej taki wredny, Hmm? Z tego co wiem to jesteś wkurwiony na ojca, nie na nią.

-Na nią też. Mam dość tego, że go broni. On traktuje ją jak śmiecia, a ona mimo to wciąż to robi.

-Miłość Zayn, nie zna granic.

-Co ty o tym wiesz. – prycham.

-Więcej niż ci się zdaje.

-Czyżby? – unoszę wymownie brwi.

-Tak. Moja matka też broniła mojego ojca, a on traktował ją o wiele gorzej, niż twój tata twoją matkę. Mimo to nie była w stanie od niego odejść, bo go kochała.

-Tego nie jesteś w stanie powiedzieć, czy mój tata gorzej traktuje kobiety od twojego.

-Czy twój ojciec co noc przychodził schlany w trzy dupy, nie bywał za dnia w domu, a jak był to naćpany, gwałcił lub bił matkę, czasami nawet do nieprzytomności, a potem znów wychodził się schlać do baru?

-Ja… nie wiedziałem…

-A niby skąd mogłeś o tym wiedzieć? – prycha.

-Co się teraz z nimi dzieje?

-Matka popełniła samobójstwo podcinając sobie żyły, a ojca potrącił pijany kierowca, kiedy szedł pijany do domu. – powiedziała to tak bezinteresownie.

-Ja…

-Nic nie mów. Nie chce o tym gadać. Po prostu jak chcesz mi coś wytknąć to bądź bardziej obyty.

-Przepraszam.

-Za co?

-Za to co powiedziałem. Nie powinienem.

-Zgadzam się, nie powinieneś.

Siedząc cicho zaparkowałem samochód na parkingu kawiarni. Wysiedliśmy z pojazdu udając się do środka budynku. Podszedłem do lady żeby zamówić, a Jes poszła usiąść przy naszym stałym – jeśli można tak powiedzieć – miejscu.

-Poproszę to co zawsze.

-Dobrze, zaraz przyniosę.

-Dzięki.

-Coś się stało Zay?

-Nie ważne. – odszedłem od Sam i usiadłem naprzeciwko Jesy.

-Postanowiłaś się do mnie nie odzywać?

-Nie?

-To czemu nic nie mówisz?

-A o czym ty chcesz gadać?

-Mieliśmy ustalić co z tym moim mieszkaniem u ciebie.

-Okej. Za niedługo Em się wyprowadza. Miałam szukać współlokatorki, ale jak ty chcesz zająć jej miejsce, to spoko. Będziesz płacił połowę czynszu.

-Ile on wynosi?

-Jest stosunkowo niski. 250£ miesięcznie.

-Okej.

-Jedzenie kupujemy sobie i tylko sobie. Chyba, że poproszę cię o zrobienie zakupów lub odwrotnie. Masz połowę lodówki. Rachunkami za wodę czy prąd nie musimy się martwić, bo opłaca je właściciel.

-Co on taki dobry?

-Cóż, rodzinie sobie pomaga, czyż nie? – przewróciła oczami i kontynuowała – Swój pokój masz obok mojego. I najważniejsze. Nie wchodzisz do mojego pokoju. Pod żadnym pozorem. Jedyny wyjątek jest wtedy kiedy cię zaproszę, ale tym nie musisz się martwić, bo raczej się to nie stanie.

-Na Emily też byłaś taka cięta?

-Nie.

-Czemu niby?

-Po pierwsze, była moją przyjaciółkom. Po drugie, była dziewczyną. Po trzecie, jej nawet przez myśl nie przeszło żeby wchodzić do mojego pokoju, bez pozwolenia.

-Czyli nikt nigdy nie był w twoim pokoju?

-Tak.

-Aha.

-Jeśli chodzi o salon. Jest wspólny, więc masz zachować porządek. Kolejną sprawą są posiłki. Przygotowujemy je na zmianę. Nie ma, że nie możesz, że coś cię boli, że ci się nie chce. Ma być jedzenie i kropka.

-To wszystko?

-Raczej tak. Jeżeli o czymś zapomniałam to powiem jak sobie przypomnę, ale wszystkie najważniejsze, rzeczy zostały wymienione.

-Kiedy Emily się wyprowadza?

-Za 3 dni. Jeszcze musisz z nią pogadać, jeśli chodzi o mieszkanie, bo to ty się z nią wymieniasz, nie ze mną.

-A kiedy będzie dostępna?

-Po 14:30 będzie w domu. Zawsze tak wraca.

-Okej.

-Powiesz jej po prostu, że ja cię wpuściłam i chcesz pogadać z nią na temat pokoju. Czaisz?

-No – powiedziałem dopijając swoją kawę. Pomachałem w stronę Sam na znak, że może nam przynieść rachunek.

-Oto rachunek. – uśmiechnęła się i odeszła. Jesy wyciągnęła portfel i zaczęła w nim grzebać.

-Ja zapłacę.

-Nie.

-Chce ci wynagrodzić to, że mnie przygarnęłaś.

-Znam inny sposób na wynagrodzenie – oblizała wargę – potem to omówimy, a teraz za siebie zapłacę. – wyciągnęła banknot z portfela i umieściła go koło paragonu. Czułem jak mój przyjaciel lekko stwardniał. Moja towarzyszka wstała i wyszła z kawiarenki lekko kręcąc przy tym tyłkiem. Przez szybę ujrzałem jak wsiada do samochodu na miejscu pasażera i czeka na mnie. Również wyciągnąłem pieniądze i wyszedłem, żegnając się z Sam.

-Do jutra! – odkrzyknęła.

Kiedy już zmierzałem w stronę mieszkania Jesy włączyłem sobie radio. Muszę iść do domu po resztę rzeczy, ale to zrobię za tydzień kiedy moi rodzice wyjadą na trzydniowy wyjazd służbowy do Kopenhagi. Zgasiłem silnik i wyszedłem z samochodu. Wcisnąłem guzik na breloku przy kluczach, a samochód zapikał na znak, że alarm został włączony. Wybiegłem po schodach na drugie piętro i otworzyłem drzwi kluczami od Jes. Powiesiłem kurtkę na wieszaku i usiadłem na sofie. Włączyłem telewizor i zacząłem skakać po kanałach, czekając na współlokatorkę czarnowłosej śliczności.

1 komentarz:

Ada Gałan pisze...

Super! pisz dalej C: