wtorek, 17 marca 2015

♦ Rozdział 4 ♦

Jej samochód jest nie do naprawy. Użeram się z nim już drugi dzień i nic. Złom i tyle. Ona potrzebuje nowego samochodu, a tym czasem zadzwonie pod lawete żeby zabrali go z parkingu, bo właściciele kamienicy wkurzaja się, że yo auto zajmuje tylko miejsce.
Jesy była w szkole, więc raczej nie dowie się o moim zamiarze kupna jej samochodu. Wybrałem numer Emily - jej przyjaciółki - i wcisnąłem zieloną słuchawkę.
-Halo?
-Hej Em. Z tej strony Zayn.
-Umiem przeczytać kto do mnie dzwoni - warknęła.
-Wolę mieć pewność. W każdym bądź razie - westchnąłem - Mam pytanie.
-Wal.
-Jaki jest wymarzony samochód Jesy?
-Co? Chcesz jej kupić samochód?!
-Jej stary nadaje się na złom, a w tych czasach samochód jest niezbędny.
-Nie możesz sam się jej spytać?
-To ma być niespodzianka.
-Okej...
-Pomożesz?
-Słuchaj Zee. Ona nie ma jakiegoś konkretnego, wymarzonego samochodu.
-Aha?
-Ale ma tak jakby standardy. Jej stare auto dostała od kuzyna, który chciał go się szybko pozbyć, więc to nie był szczyt jej marzeń.
-Przejdź do konkretu.
-Musi być klasykiem. Ona je uwielbia! Kolor? Znając Jes pewnie czarny. Podobają się jej takie bez dachu...
-Kabriolety?
-Właśnie! No i to chyba tyle.
-Dzięki za pomoc. Narazie.
-Pa Zayn.
Schowałem telefon do kieszeni w spodniach i rozejrzałem się dookoła w celu dowiedzenia się czy laweta, którą poprosiłem o przyjazd jest już blisko. Niestety jej jeszcze nie było, więc musiałem czekać.
Po jakiś pietnastu minutach zjawił się wóz, który zabrał ten grat z parkingu.
-Nareszcie! - krzyknął uradowany właściciel kamienicy.
-Dzień dobry panie Clark.
-Myślałem, że to gówno nigdy stąd nie zniknie - zakpił staruszek ze starego auta Jes.
-Proszę się tak nie cieszyć, bo zaraz jadę po nowy - prychnąłem.
-Wy młodzi nie macie na co pieniędzy wydawać - prychnął i wszedł spowrotem do budynku.
Wybrałem numer mojego bliskiego znajomego, który prowadził salon samochodowy.
-Hej Mark - przywitałem się.
-Siemaneczko Zaynmaster!  - kryzys wieku średniego dawał się we znaki.
-Prosze, nie.
-Dobra, dobra ziom. Co ci chodzi po łepetynie?
-Co?
-W jakiej sprawie dzwonisz? - wow, nie dodał... - ziom.
Cofam to.
-Masz jakiś klasyk w dobrym stanie?
-Woow! Widzę powrotu do starych czasów sir zachciało! No nieźle koleżko! Akurat składa się, że mam kilka. Jaki cię konkretnie interesuje?
-Nie mam wybraniej marki. Szukam wozu dla dziewczyny...
-Widzę Zee MasterRace wyczaił jakąś czikę! Dajesz po garach koleżko!
-Ziom! Skończ już!
-Moja nawijka cię krępuje? Kolo! Wrzuć na luz!
-Dobra, cokolwiek. Klasyk. Kabriolet. Czarny. Posiada, or nah?
-Mamy na stanie dwie wypasione fury.
-Kupuję tą w lepszym stanie.
-Ma się rozumieć! Przyjedź do mnie to podpiszemy papierki i możesz szaleć tym maleństwem.
Po godzinie miałem to wszystko za sobą. Samochód, wypolerowany stał z wielką, czerwoną kokardą na masce przed kamienicą.
-Jeździłem takim jak byłem młodszy - westchnął pan Clark - stare, dobre czasy.
Ten staruszek jest jak ninja! Kiedy on wyszedł?
-Cieszę się, że się panu podoba.
-Ta, ta jasne. Musisz ją naprawdę kochać, skoro kupiłeś jej ten samochód.
-Zgadza się prosze pana.
-Mam nadzieje, że znowu się nie pokłócicie.
Dziadek nas shippuje. Bez jaj.
-Dzięki za błogosławieństwo.
-Znam ją na tyle, że mogę stwierdzić, że jest impulsywna, ale też bardzo jej na tobie zależy.
-Ma pan dobre oko. Nawet ja tego nie dostrzegłem.
-Powiedz mi coś czego nie wiem - prychnął i znów zniknął w czeluściach swojego mieszkania.

▬ ▬ ▬ ▬ ▬
Jak obiecałam wraz z odzyskaniem komputera uzupełnię rozdziały, a więc jestem! Liczę na masę komentarzy :)

♦ Rozdział 3 ♦

Poprawiłem włosy w lusterku, czekając wciąż na Jes. Mówiła, że się troche spóźni, ale żeby od razu tyle czasu. Włączyłem radio i spojrzałem w stronę wyjścia z tej cholernej szkoły.
Po jakiś dwudziestu minutach czekania w końcu ujrzałem tą piękność idącą w moją stronę. Uśmiechnąłem się w jej stronę kiedy odnalazła mnie wzrokiem. Wysiadłem z samochodu i otwarłem drzwi od strony pasażera.
-Wow, co cię poniosło na taką kulturę? - prychnęła.
-Próbuję być miły.
-Całkiem nieźle ci to wychodzi.
-Dziękuję - usiadłem na miejscu kierowcy - chcesz jechać do jakiejś knajpy?
-Pizza?
-Z chęcią.
-Dobra. Kulturalni kolesie mnie nie kręcą Zee.
-Okej - westchnąłem.
-Tak w ogóle fajny fryz. Wyglądasz jak samuraj, ale da się coś z tym zrobić.
-Zaś chcesz mnie zmieniać?
-Oczywiście! Rozepnij ten śmieszny kucyk.
-Prowadzę!
-Super.
-Nie możesz poczekać jak staniemy?
-Gdybym ja zawsze czekała jak stanie...
-Radzę nie zaczynać - burknąłem.
-Jak chcesz - uniosła ręce w geście obronnym.
-Pizza Hut?
-Przynajmniej w tym się zgadzamy.
-W takim razie, jesteśmy na miejscu - zaparkowałem na wolnym miejscu.
Jesy wstała i usiadła okrakiem na mnie, dobierając się do moich włosów.
-Co ty robisz?
-Ulepszam - prychnęła i rozpuściła moje włosy, układając je po jednej stronie. Zmierzwiła je na koniec i zaczęła się przyglądać - jestem genialna - podsumowała.
Prychnąłem i otworzyłem drzwi. Jes zeszła z moich kolan i skierowała się w stronę pizzeri, kręcąc przy tym dupą.
-Bardzo seksownie jej to wychodzi - pomyślałem i wyskoczyłem z samochodu, włączając przy tym alarm. Dobiegłem do niej i sprzedałem klapsa w tyłek.
-Aa! - zapiszczała i zmierzyła mnie morderczym wzrokiem. W głębi duszy i tak wiedziałem, że się jej to podobało.
-Nie pozwalaj sobie Malik! - warknęła.
-Nie prowokuj mnie Ghost - zamruczałem jej do ucha.
-Palant!
-Ale twój - palnąłem.
-Weź menu, a ja znajdę miejsce - przerwała niezręczną ciszę. Nie wiem co ją wywołało. Przecież Jesy wie co do niej czuję. Sama mówiła, że mnie też chyba kocha, więc nie wiem o co chodzi.
Wziąłem więc kartę i usiadłem koło niej.
-Jaką chcesz pizzę?
-Cztery sery to moja dożywotnia miłość - westchnęła.
-Ja biorę z kurczakiem i szynką.
-Phi, jak zwykle. Facet woli mięso.
-Jakiś problem?
-Nie skąd? - odparła sarkastycznie.
-Ja nie wytrzymam z tobą - prychnąłem - to tylko pizza!
-Daj spokój, tylko się droczę - parsknęła śmiechem.
Nie wiem czy mam się cieszyć, że jest tak jak było, że udaje jakby nigdy nic się nie stało. Troche mnie to rani. Tak jakby nie wyznała mi, że prawdopodobnie jest we mnie zakochana, że dla niej nie poszedłem za siostrę do więzienia, że dla niej straciłem głowę, że mnie zostawiła. Mimo to jest ze mną. Ciekawe na jak długo, bo kiedy potrzebowałem jej najbardziej ona poprostu nie wytrzymała i odeszła.
Zachowuje się jakby straciła pamięć czy coś.

♦ Rozdział 2 ♦

-Wstawaj już co?
-Która godzina?
-Ósma.
-Czemu mnie tak wcześnie budzisz?
-Przypominam ci, że ja wciąż mam studia.
Jęknąłem i zakryłem głowę poduszką. Nie chcę jeszcze wstawać. To pierwsza noc od odejścia Jesy, kiedy spałem spokojnie.
-No proszę - powiedziała słodko - zrewanżuję się.
Cholera.
-W jaki sposób? - odkryłem twarz i spojrzałem na nią z ukosa.
-Oj ty już dobrze wiesz jaki - zamruczała mi do ucha - a teraz wstawaj!
-Ugh - zrzuciłem kołdrę ze swojego prawie nagiego ciała. Jesy przygryzła wargę i poprawiła włosy. Wstałem i podszedłem do szafy w celu wyciągnięcia ciuchów.
-Będziesz tak stać i się patrzeć? - zakpiłem.
-Tak - odpowiedziała prosto i oparła się o ścianę, nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Czuję się jak w reality show - nałożyłem ubrania i podszedłem do dziewczyny.
-Nie mój problem - zaśmiała się - chodź.
Pociągnęła mnie za rękaw bluzy, którą miałem na sobie i wyszliśmy z mieszkania.
-Jak będę w szkole, ty lepiej idź do fryzjera.
-Daj sobie siana! - warknąłem i skręciłem do drive fru* żeby kupić sobie śniadanie.
-Czemu tu skręciłeś?
-Jestem głodny, bo nie pozwoliłaś zjeść mi śniadania.
-Dlaczego do Mc?!
-Bo on jest najlepszy?
-Nie? KFC.
-Phi, Mc.
-KFC.
-Mc.
-KFC.
-Ja kieruję, ja wybieram.
-Witamy w restauracji McDonalds, co podać?
-Jak ten chłam może nazywać się restauracją? - burknęła pod nosem Jesy, na co ja przewróciłem oczami.
-Po proszę Big Mc, frytki i duże cappuccino.
-Coś jeszcze?
-Chcesz coś?
-Phi, Mc Flurry.
-I jeszcze Mc Flurry.
-Dziękujemy. Proszę podjechać do następnego okienka.
Podjechałem, zapłaciłem i odebrałem jedzenie. Zaparkowałem na jednym z wolnych miejsc i zgasiłem silnik. Podałem Jesy jej lody, a sam zająłem się moim burgerem. Położyłem frytki na desce rozdzielczej, kawę do uchwytu na kubki i ruszyłem z jedzeniem w ręku.
-Będziesz na mnie zła, bo kupiłem ci lody?
-Nie, ale mam gadać z tobą mając pełną buzię?
-Nah, zjedz sobie w spokoju - zaśmiałem się.
Po jakimś czasie zaparkowałem pod szkołą dziewczyny. Jak zwykle pożegnała się pocałunkiem i podrażniła się z moim podnieceniem przez co wróciłem z namiotem w spodniach.
Dokończyłem moje śniadanie i dopiłem kawę.
Zastanawiam się czy nie pójść do tego fryzjera... Naprawdę się zapuściłem przez ten czas i wyglądam śmiesznie...
Spiąłem je w kucyka żeby mi nie przeszkadzały i ruszyłem do znanego i dobrego, według mnie fryzjera Rona.
-A kogo to moje piękne oczy widzą! Zayn, zapuściłeś się - stwierdził.
-Dzięki za słowa otuchy Ron.
-Oh już dobra kochaniutki! Siadaj tutaj, zaraz wrócę - tak, on był gejem, na dodatek w średnim wieku, ale obcinał zajebiście.
-To co sobie życzysz? - stanął za mną i zarzucił czarne płótno na mnie.
-Nie mam pojęcia, zaszalej.
-Naprawdę? - pisnął.
-Co mi tam.
-Supcio! - klasnął w ręce i chwycił swoje narzędzia.
***
Po jakiejś godzinie i tonie włosów mogłem zobaczyć moją nową fryzurę w pełni okazałości. Wyglądałem gorąco.
Skromy Zayn mode on.
Zacząłem kęcić głową w różne strony żeby zobaczyć jak wyglądam. Wyciął mi boki głowy i troche podciął to co zostało.
-Miałem dużo koncepcji, dlatego tak długo mi to zajęło. W końcu stwierdziłem, że nie musisz mieć jakiś zmyślnych fryzur żeby wyglądać spoko, więc postawiłem na klasykę.
-Świetnie to zrobiłeś! Jak zawsze - skomplementowałem.
-Bo się zarumienię - zachichotał.
Okej...
-Ile się należy?
-Dzisiaj masz zniżkę i tylko trzy dychy.
-Dzięki - wyciągnąłem portel i wręczyłem należność.
-Do zobaczenia, Zayn.
-Narazie - dobry fryzjer, dużo hajsu, ale wyglądam świetnie i z chęcią wręczyłem mu tą kasę.
Ciekawe co powie Jesy...

♦ Rozdział 1 ♦

CZĘŚĆ DRUGA - PROMISE

-Jak mogłeś tak się zapuścić?
-Z tęsknoty.
-Nie pierdol tylko doprowadź się do porządku! Wyglądasz jak siedem nieszczęść!
-Jesy, proszę... - jęknąłem.
-Nie jęcz. Maszeruj do łazienki, a ja idę do sklepu spożywczego, bo lodówka świeci pustkami jak po drugiej wojnie światowej.
-Tylko wróć - poprosiłem.
-Będę za nie długo - pocałowała mnie i wyszła.
Jak mi brakowało jej i tego zachowania. Naprawdę cieszę się, że wróciła. Byłem już na dnie. Ona chyba nie zdaje sobie sprawy jaka jest dla mnie ważna. Muszę jej to pokazać, ale najpierw się ogarnę.
***
-Wróciłam! - usłyszałem trzask drzwi i kroki. Poprawiłem wysuszone włosy i wyszedłem z lazienki.
-Hej - uśmiechnąłem się. Boże jak ja dawno się nie uśmiechałem. Podszedłem do niej od tyłu i przytuliłem.
-Czemu zgoliłeś brodę? - spytała oburzona.
-Tylko trochę, no - przejechałem ręką po krótkich włosach na moim policzku.
-Do fryzjera byś poszedł, a nie brodę golił. Wyglądasz jak taki facet ze starego serialu - prychnęła i wystawiła język.
-Wcale nie!
-Nie kłóć się ze mną! Emily go ogląda i wiem, że tak wyglądasz.
-Dobra! - poddałem się - pójdę do tego zasranego fryzjera, ale daj już spokój.
-Dziękuję.
Dziewczyna włożyła zakupy do szafek i lodówki, a reklamówki do śmieci.
-Wróćmy do tego co było - odpaliłem nagle.
-Co masz na myśli?
-Zachowujmy się tak jakby tego nie było.
-Dam ci jedną ważną radę - burknęła - nigdy nie karz dziewczynie zapomnieć tego co było, bo i tak tego nie zrobi.

ღ Rozdział 30 ღ

Kiedy ona wróci?
To stanowczo za długo trwa.
Potrzebuję jej ciepła, jej miłości.
Już chyba wszyscy tu byli, oprócz jej.
-Hej Zayn. Przyniosłam ci obiad.
-Jak zawsze - odparłem zrezygnowany.
-Wstawaj i patrz kto ze mną przyszedł.
-Znów ten twój chłopak?
-No wstawaj!
-Ty mnie wyko...
-Cześć Zee.
-Jesy... Wróciłaś.
-Tak.
Wstałem i przytuliłem ją mocno. Podniosłem jej ciało i obróciłem się wokół własnej osi.
-Puść mnie - zapiszczała na co ją postawiłem.
-Nie rób tego więcej.
-Wyglądasz masakrycznie!
-Obiecaj! 
-Obiecuję.
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ.

ღ Rozdział 29 ღ

-Zayn, wyglądasz... o kurwa, coraz gorzej - wypowiedziała się na mój temat Perrie.

-Dzięki Perr. To było mi potrzebne.

-Zee, aż żal na ciebie patrzeć.

-Sam cię przysłała?

-To nie ma nic do znaczenia. Chciałam wręczyć ci osobiście zaproszenie na wesele.

-Ułożyło ci się.

-Zayn... Tobie też może, tylko zawalcz o ten związek. Ja walczyłam i co? Biorę ślub i-i jestem w pierwszym miesiącu.

-Jesteś w ciąży?! Gratuluje.

-Nie mówmy o mnie. Musisz do niej pójść.

-Powiedziała, że mam jej dać czas, więc czekam.

-Napewno wróci. Zawsze wracają.

-Ty nie wróciłaś.

-Gdybym wróciła, dalej byś się ze mną męczył, a tak poznałeś wspaniałą dziewczynę, o którą najwidoczniej musisz zawalczyć.

-Co ja mam zrobić? - spytałem.

-Ja, ja nie wiem Zayn - zająkała się.

-Ew...

-Ale obiecaj mi jedno. Kiedy wróci, nie daj jej powodu do odejścia.

-Obiecuję.